Wesołych Świąt!
Dziś Niedziela Wielkanocna, więc życzę wszystkim Czytelnikom samych miłych chwil. W rozwinięciu napiszę o chińskim akcencie anty-wielkanocnym. Zastrzegam, że jest to trochę obrzydliwe, więc jeśli chcesz pozostać w świątecznym nastroju, to nie czytaj dalej.
Więc tak. Idę do naszego sekretariatu, gdzie jedna z dziewczyn załatwia nam wszelkie potrzebne formalności. Akurat zastałem ją, jak jadła. Zamówiła sobie na telefon kilka pierogów (baozi), innych pierogów (jiaozi), no i jajka.
Na ich widok mówię, że obchodzimy właśnie Wielkanoc i że również jemy jajka. Mówię o pisankach, o święconce, o jajkach z czekolady itd. Pyta się mnie, więc czy może chciałbym spróbować tych, które zamówiła. W porządku, tylko wpierw mi powiedz, co to dokładnie jest.
Długo będę jeszcze dziękował Panu za to, że zadałem to pytanie. Mówi, że to kacze jaja, ale nie takie normalne. Otóż (i tu naprawdę będzie coś obrzydliwego) czekają aż w jajku dorośnie pisklak. Wtedy biorę je i gotują. Jedno kosztuje 1,5 juana.
Jak to zjeść? Oczywiście pałeczkami! Wpierw tłuczesz skorupkę, a potem wyjmujesz główkę i resztę flaków. Jestem już tu ponad pół roku, ale bez chwili wahania muszę stwierdzić, że jest to najohydniejsza chińska potrawa, jaką dotąd widziałem.
Po przełknięciu pisklaka, dziewczyna się uśmiecha i mówi:
‘Mmmm… delicious!’
No comment.
Dołączam się do życzeń….
Jeśli chodzi o potrawę – chyba coś takiego było w “Tomku na tropach Yeti”, ale nie jestem pewien. Podsumowując – ostry hardkor
Kolega, który to jadł, mówił, że nawet jeśli jest to pisklak, to jajko to jajko – smakuje tak samo.
Trochę spóźnione, ale ograniczyłem internet jak tylko mogłem przez ten wolny czas, najlepsze życzenia z Puław. Oby jak najmniej żywych jaj
Odwagi
Widziałem, nie skorzystałem z propozycji konsumpcji… Identyczne wrażenie: obrzydliwość.
Z drugiej jednak strony – jemy kaczki, kurczaki, gęsi… a tu tyle że są trochę młodsze… Zasadniczej różnicy nie widzę. Tj. chłodnym rozumem nie widzę.