Zamiast Wpisu o Japonii
Ciężko się zabrać do pisania o podróży. Nie dlatego, że była to podróż życia. Zanotowałem sporo obserwacji i niełatwo mi znaleźć czas na zebrania tego wszystkiego razem. Dużo łatwiej pisze się o bieżączkach.
Nowy semestr w pracy to nowe obowiązki. Prowadzę zajęcia z teatru (tak! z teatru!) oraz w pełni przejmuję kontrolę nad biblioteką. Wcześniej niby też miałem byłem bibliotekarzem, ale nie mieliśmy jeszcze książek w szkole (długo trzymali je u siebie chińscy celnicy). Do żadnego z tych zadań nie zostałem nijak przygotowany, ale tak właśnie jest w Chinach. Just go with the flow…
W przeciwieństwie do pełnego wojaży stycznia zanosi się na to, że do czerwca raczej się stąd zbyt często nie będę ruszał. Wielkanoc dla Chińczyków to obcy i niezrozumiały koncept, o czym już pisałem. Są co prawda weekendy, które będę starał się wykorzystać. Ningbo jest połączone siecią superszybkich pociągów, dzięki czemu odległość 600 kilometrów można pokonać w ledwie 3,5 godziny. Stąd na pewno ruszę się niebawem na południe do prowincji Fujian, by pozwiedzać no i trochę się dogrzać. Tam w zimie jest ponad 10 stopnii na plusie – oj… chyba wybrałem złe miejsce.
Dopiero dziś wiele szkół zaczyna drugi semestr, co znaczy, że mieli ponad 20 dni wolnego. Echa świętowania nowego roku wciąż słychać – Chińczycy uwielbiają petardy i inne fajerwerki (w końcu sami je wynaleźli). Codziennie około siódmej rano zaczyna się kanonada, która trwa kilkanaście minut. Huki dobiegają, co ciekawe, głównie z ubogich części naszej dzielnicy, co potwierdza obserwację Rafała Ziemkiewicza, że jest to rozrywka głównie biednych ludzi.
Ponadto Chińczycy odpalają fajerwerki z taką samą dozą odpowiedzialności z jaką jeżdżą na drogach. Widać sporo przypalonych trawników, a nawet w naszej prowincji udało się spalić las.
Nie ma to jak dobrze zainaugurować rok.
Zajęcia z teatru? Wow. Eksperymenty a la Alef Zero?
Do Alef Zero trochę nam brakuje.
Bardziej przypomina to zajęcia z cool jazzu dla głuchych albo historię średniowiecznego malarstwa dla ślepych.
Super
Może posłużysz się materiałami pomocniczymi? Chyba w którymś odcinku Simposonów było coś o teatrze. W razie czego zawsze można puścić jakiegoś Monty Pythona…
Moi uczniowie nie potrafią odróżnić owoców od warzyw, więc puszczanie im Monty Pythona (który NB nie sprawdzał się nawet wśród polskich licealistów) to typowy przykład margaritas ante porcos.